Od 20 tysięcy pożyczonych złotych do 10 tysięcy klientów rocznie — historia firmy Stator

Powódź zabrała im cały warsztat, a ruszyli jeszcze raz za pożyczone od rodziców 20 tysięcy złotych. Dziś Stator ma około 10 tysięcy klientów, a pierwsza rekomendacja w BNI była warta blisko 3 mln zł.

Paweł Marczuk i Grzegorz Kozanka prowadzą firmę Stator — dystrybucja i serwis elektronarzędzi oraz narzędzi ręcznych, ponad 150 marek w portfolio, między innymi Bosch, Festool, Makita i DeWalt. Firma działa na rynku od 1995 roku.

Paweł Marczuk i Grzegorz Kozanka na okładce wywiadu wideo BNI Polska
Paweł Marczuk i Grzegorz KozankaOkładka wywiadu wideo z pierwotnej publikacji tej historii na stronie BNI Polska.

Ta rozmowa jest o tym, co było wcześniej: o piwnicy u rodziców, o powodzi, która zabrała dwa lata pracy, i o pierwszej rekomendacji w BNI, z której wyszedł biznes na blisko trzy miliony złotych.

Powódź, która kazała zacząć jeszcze raz

Paweł zaczynał tak, jak wielu młodych przedsiębiorców — w piwnicy u rodziców. Produkował stojany do elektronarzędzi, czyli nieruchome części silników z uzwojeniami. To od nich wzięła się zresztą nazwa firmy: stojan po angielsku to właśnie stator.

Po dwóch latach otworzył serwis i, jak sam mówi, zarabiał dziennie dziesięć razy tyle, co koledzy na etacie.

W lipcu 1997 roku przyszła powódź. W firmie stanęło 2,5 metra wody — prawie pod sufit. Cały majątek, cały dorobek dwóch lat pracy.

Wspólny start sfinansowali pieniędzmi pożyczonymi od rodziców — po 10 tysięcy złotych każdy. Lokal był zalany po sufit, więc zaczęli od skuwania tynków młotami udarowymi, żeby go osuszyć, potem stawiali ściany od nowa i sami go urządzali.

Pierwszy klient pojawił się po trzech tygodniach. W pierwszym miesiącu sprzedali jedną maszynę.

Dlaczego odmówili sprzedaży — i zyskali klienta na dekadę

Ponad dziesięć lat temu Paweł został zaproszony do fabryki, która potrzebowała ciąć zwoje rurek miedzianych i ze stali nierdzewnej — od 6:00 do 22:00, na dwie zmiany.

Klienci wybrali już konkretną maszynę. Była to maszyna dla instalatora, przeznaczona do kilkunastu cięć dziennie. Paweł odmówił sprzedaży.

Klient napisał skargę do dostawcy, a dostawca kazał sprzedać. Narzędzie padło po tygodniu. Po kilku naprawach serwis Statora przekonstruował je tak, żeby wytrzymywało wielokrotne włączanie i wyłączanie — i od tamtej pory pracuje bezawaryjnie.

Dyrektor fabryki zaprosił Pawła na rozmowę i powiedział, że chcą z nim pracować, bo widać, że zna się na rzeczy. Nikt wcześniej nie odradził im zakupu. Dziś to jeden z największych klientów firmy, współpraca trwa dziesięć lat i obejmuje sześć fabryk na świecie.

Zespół, który dostał udziały w firmie

Przez lata klienci przychodzili nie do firmy Stator, tylko „do Grzesia i Pawła”. Kiedy wspólników nie było — bo załatwiali sprawy w urzędzie albo byli na urlopie — klienci odwracali się na pięcie i wracali później. Doba okazała się za krótka.

Odpowiedzią było budowanie tych samych kompetencji u ludzi i własne szkolenia. A potem decyzja, która przyspieszyła wszystko: 20 procent udziałów w firmie trafiło do pracowników, z comiesięczną dywidendą od zysku. Dziś zespół liczy 25 osób, w tym 12 handlowców.

Liczby, którymi opisują biznes: 400 tysięcy narzędzi dostarczonych na rynek, około 24 tysięcy transakcji rocznie, około 10 tysięcy klientów. Firmy z całej Polski, a produkty trafiały też do Chin, Australii, Nowej Zelandii, Wielkiej Brytanii, USA i Indii.

Pierwsza rekomendacja w BNI: blisko 3 mln zł

Paweł trafił do BNI tak jak większość przedsiębiorców — z zaproszenia. We Wrocławiu nie było wtedy jeszcze Grup, najbliższa działała w Legnicy. To, co go przekonało, wydarzyło się jeszcze przy stoliku rejestracyjnym.

Grzegorz dołączył później, żeby reprezentować Statora podczas nieobecności wspólnika — i został. Kiedy pojawił się pomysł Grupy we Wrocławiu, od razu wiedział, że chce ją współtworzyć.

Pierwszego klienta z rekomendacji pamięta do dziś: zaprosił kontrahenta na spotkanie w Legnicy, a wkrótce potem zrobili wspólny biznes na kwotę blisko trzech milionów złotych. To była, jak mówi, mocna wskazówka, że źródło jest wartościowe.

Późniejsze rekomendacje szły w obie strony. Grzegorz zaprosił do Grupy wieloletniego dostawcę internetu i okazało się, że mają wspólnych klientów — dzięki tym poleceniom Stator dociera dziś do firm z branży energetycznej.

Paweł pomagał z kolei koledze z Grupy przy budowie farmy fotowoltaicznej w Senegalu: część narzędzi nie zmieściła się w kontenerze, więc dwanaście z nich pojechało w walizce.

Co radzą przedsiębiorcom

Obaj mówią to samo, tylko innymi słowami: żeby dostać rekomendację, trzeba wiedzieć, czego się chce, i to powiedzieć.

Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda przekazywanie rekomendacji w praktyce, zajrzyj do rozmowy o kontrakcie na 8 mln zł, który wyszedł z jednej rekomendacji w Grupie BNI Fortuna w Lublinie.

Więcej z tematu

Trzy teksty najbliższe temu, który masz przed sobą — z tego samego działu, a gdy dział jest krótki, najnowsze z magazynu.

Zobacz to w praktyce

Wszystko, o czym tu piszemy, dzieje się co tydzień przy stołach Grup BNI. Trzy strony, od których warto zacząć.

  • Uśmiechnięta przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idzie przez biuro

    Spotkanie Grupy

    Przyjdź jako Gość na spotkanie Grupy w swojej okolicy i posłuchaj, jak Członkowie przekazują sobie rekomendacje — bez zobowiązań.

    Odwiedź Grupę
  • Przedsiębiorca i przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idą, rozmawiając

    Zostań Członkiem

    Dla kogo jest członkostwo, na czym polega BNI, jak wygląda spotkanie Grupy i czy zadziała w Twojej branży.

    Co daje członkostwo
  • Dłonie na laptopie z platformą BNI University, obok czerwona teczka

    Wiedza w BNI

    Cały system edukacji BNI w jednej zakładce — od platformy BNI University po warsztaty, szkolenia i materiały wideo.

    Jak uczymy w BNI