Obroty naszych klientów przekraczają pół miliarda złotych — Katarzyna Ludwikowska-Cyganek, Biuro Rachunkowe „Zysk”

Biuro Rachunkowe „Zysk” z Krakowa obsługuje polskie oddziały zagranicznych firm i duże sieci handlowe. Katarzyna Ludwikowska-Cyganek o drodze do firmy, negocjacjach i dużych klientach.

Biuro Rachunkowe „Zysk” z Krakowa prowadzi księgowość i kadry firm zatrudniających od pięćdziesięciu do stu pięćdziesięciu osób — głównie z branży IT, e-commerce i produkcji. Z jego właścicielką i prezes zarządu, Katarzyną Ludwikowską-Cyganek, rozmawialiśmy o drodze do własnej firmy, o negocjacjach, w których była trzykrotnie droższa od konkurencji, i o tym, dlaczego skala partnerów w Grupie nie mówi nic o skali biznesów, które za nimi stoją.

Katarzyna Ludwikowska-Cyganek na okładce wywiadu wideo BNI Polska
Katarzyna Ludwikowska-CyganekOkładka wywiadu wideo z pierwotnej publikacji tej historii na stronie BNI Polska.

Skąd nazwa „Zysk”

Z tego, co firma robi klientom z kosztami. Jeden z obsługiwanych podmiotów wykonuje około stu pięćdziesięciu tysięcy transakcji miesięcznie; rozlicza go jeden pracownik w cztery dni robocze, bo biuro ma do tego system. Oszczędność po stronie klienta jest wtedy policzalna.

Specyfika jest dwutorowa. Z jednej strony polskie oddziały firm zagranicznych — skandynawskich, niemieckich, amerykańskich, francuskich — które otwierają się w Krakowie ze względu na dostępność informatyków. Z drugiej duże sieci handlowe łączące sprzedaż stacjonarną z e-commerce.

Wśród klientów są między innymi Intermarché, notowana na amerykańskiej giełdzie firma IT z oddziałami w sześćdziesięciu krajach i amerykańska spółka prowadząca prace badawczo-rozwojowe dla rynku farmaceutycznego.

Skala robi różnicę także dla mniejszych klientów. Dziesięciu największych partnerów biura zatrudnia łącznie ponad półtora tysiąca osób, a ich obroty przekraczają pół miliarda złotych. To stamtąd bierze się know-how, którym biuro dzieli się z firmami dopiero rosnącymi.

Droga: 460 złotych zamiast dwudziestu tysięcy

Na studiach marzyła o własnej firmie, więc poszła sprzedawać ubezpieczenia na życie. Wniosek z tego doświadczenia był jednoznaczny: nie jest handlowcem. Kapitału nie miała, więc branża musiała opierać się na wiedzy i własnych predyspozycjach — tak pojawił się pomysł na biuro rachunkowe.

Najpierw jednak, za namową rodziców, trafiła do banku, do departamentu ryzyka, gdzie zabezpieczała transakcje liczone w dziesiątkach milionów dolarów. Po dwóch latach uznała, że to nie jej miejsce, i zaczęła przygotowania do egzaminów na biegłego rewidenta. Równolegle wysyłała CV do firm księgowych i audytorskich — po sto tygodniowo, przez rok, bez efektu.

Skoro strategia nie działała, zmieniła strategię: w wieku dwudziestu siedmiu lat wystartowała w konkursie na dyrektora departamentu ryzyka. Rekrutacja trwała trzy miesiące, wygrała ją, pokonując osiemdziesięciu innych kandydatów. Wynagrodzenie: dwadzieścia tysięcy złotych miesięcznie.

Tak przepracowała trzy lata po dwanaście godzin dziennie. Kiedy miała już uprawnienia i doświadczenie, odeszła i założyła własną firmę.

Pierwsze lata: kawalerka i leasing laptopa

Początek wyglądał tak, jak wygląda naprawdę, a nie jak w opisach: biurko wygospodarowane w kawalerce i decyzja o leasingu laptopa za cztery tysiące złotych rozważana jako ruch strategiczny — bo pytanie brzmiało, czy firma to płynnościowo uciągnie.

Pierwszymi klientami byli koledzy i znajomi zakładający właśnie własne działalności. Pierwszą większą firmą — sklep motoryzacyjny kuzyna męża.

Potem zaczęły się rekomendacje: klienci polecali ją dalej sami z siebie. Kolejnym krokiem była dwujęzyczna strona internetowa i cały zarobiony do tej pory kapitał zainwestowany w pozycjonowanie.

Przełom przyszedł z ofertą dla amerykańskiej firmy otwierającej polski oddział. Poszła ją złożyć, a trafiła na trzygodzinne przepytywanie z wiedzy podatkowej i bilansowej po angielsku, prowadzone przez dwóch doradców podatkowych, księgowego ze Stanów i wiceprezesa do spraw HR.

Dostała ten kontrakt. Za nim poszło biuro i pierwsi pracownicy.

Praca z zagranicznym klientem i lekcja, która zabolała

Cały zespół pracuje po angielsku, a doświadczenie pokazało, że sam język nie wystarcza — z Amerykanami współpracuje się inaczej niż z Włochami, a jeszcze inaczej z klientami z Bliskiego Wschodu. Stąd pomysł na szkolenia z komunikacji międzykulturowej dla zespołu.

Powód był konkretny. Umówiona telekonferencja z klientem z Arabii Saudyjskiej: po drugiej stronie członek zarządu, dyrektor finansowy i dwóch menedżerów.

Czternasta — cisza. Kwadrans po — nadal nic. Żeby nie wyjść na osobę nieterminową, rozpoczęła rozmowę sama.

Dano jej wyraźnie do zrozumienia, że rozpocząć powinien prezes zarządu. To nie była kwestia kompetencji, tylko hierarchii i kultury — i dokładnie tego rodzaju wiedzy, której nie ma w żadnym podręczniku księgowości.

Negocjacje, w których była trzykrotnie droższa

Najdłuższe negocjacje trwały półtora roku i były trzykrotnie zrywane. Powód: jej cena była trzy razy wyższa od konkurencyjnych. W zamian zobowiązała się dostarczać dużemu graczowi z branży e-commerce wyniki finansowe w cztery dni robocze — co przy niskich marżach w handlu towarowym jest różnicą między decyzją na czas a decyzją po fakcie.

Podobnie skończyły się rozmowy z dużą siecią handlową. Sieć odeszła od stołu, ale wróciła po półtora miesiąca, bo poprzedni usługodawca nie dowoził terminów.

Propozycja była taka: przez pół roku sieć płaci cenę, której oczekuje, a jeśli w tym czasie powstaną procedury i system dające raporty zarządcze w terminie spółki-matki, cena wraca do jej stawki. Powstały. Sieć płaci dziś tę cenę.

Skąd trafiają duzi klienci

Ludwikowska-Cyganek wskazuje na BNI jako jedno z najważniejszych źródeł. Trafiła tam z ciekawości, po szkoleniu zarządczym, na którym poznała menedżera będącego Członkiem organizacji.

Pierwsze spotkanie ją trochę przeraziło — wystąpienia publiczne nazywa swoją piętą achillesową — ale zdecydowała się od razu. Miejsce dla biura rachunkowego w tamtej Grupie było zajęte, więc dołączyła do osób zakładających BNI Vikings.

Po siedmiu latach rachunek wygląda tak: około siedemdziesięciu firm i mniej więcej 1,2 miliona złotych obrotu rocznie z tego źródła — prawie czterdzieści procent wszystkich obsługiwanych klientów.

Konkretne przykłady, które podaje: spółki akcyjne z branży IT, dla których biuro wykorzystuje ulgę badawczo-rozwojową (jeden z klientów zaoszczędził dzięki niej ponad pół miliona złotych w zapłaconych podatkach), oraz producent chemii budowlanej po wdrożeniu ERP — polecony przez biegłego rewidenta z innej Grupy.

Trwałą wymianę zbudowała też z kolegą z własnej Grupy, który pomaga polskim firmom wchodzić na rynki brytyjski i niemiecki. Ona kieruje do niego swoich klientów planujących ekspansję, on odsyła do niej brytyjskich klientów potrzebujących obsługi polskich oddziałów.

Jak rozumie zasadę Givers Gain

Podkreśla, że dawać można nie tylko pieniądze i zlecenia. Wiedza i know-how przejęte od dużych partnerów pozwalają mniejszym firmom przeskoczyć etap, który tamci opłacili własnym czasem i błędami. To jest ta część, którą uważa za najbardziej wartościową — także dlatego, że sama kiedyś taką naukę dostała.

Nie ukrywa, że na początku kwestionowała zasady. Wstawanie o piątej, żeby zdążyć na spotkanie o wpół do siódmej, wydawało jej się bezzasadne — dopóki nie zauważyła, że te dwie godziny, gdy większość jeszcze śpi, są jedynym w tygodniu czasem na spokojne zaplanowanie firmy. Przebudowała wokół tego cały tydzień.

Osobno wymienia rozmowy z ludźmi, którzy są znacznie dalej. Lunch z Terrym Hamillem, dyrektorem BNI w Portugalii, uświadomił jej, że obok biura rachunkowego ma jeszcze kilka lat na zbudowanie równoległych biznesów — po to, żeby za dekadę pracować dlatego, że chce, a nie dlatego, że musi. Kilka z nich już powstało.

Co dalej

Plany biura wynikają wprost z planów jego klientów: automatyzacja procesów i nowe technologie, bo jeśli klient z e-commerce wychodzi poza Polskę, biuro musi być gotowe rozliczyć mu sprzedaż na rynkach zagranicznych, zanim on o to poprosi.

Więcej z tematu

Trzy teksty najbliższe temu, który masz przed sobą — z tego samego działu, a gdy dział jest krótki, najnowsze z magazynu.

Zobacz to w praktyce

Wszystko, o czym tu piszemy, dzieje się co tydzień przy stołach Grup BNI. Trzy strony, od których warto zacząć.

  • Uśmiechnięta przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idzie przez biuro

    Spotkanie Grupy

    Przyjdź jako Gość na spotkanie Grupy w swojej okolicy i posłuchaj, jak Członkowie przekazują sobie rekomendacje — bez zobowiązań.

    Odwiedź Grupę
  • Przedsiębiorca i przedsiębiorczyni z czerwoną teczką BNI idą, rozmawiając

    Zostań Członkiem

    Dla kogo jest członkostwo, na czym polega BNI, jak wygląda spotkanie Grupy i czy zadziała w Twojej branży.

    Co daje członkostwo
  • Dłonie na laptopie z platformą BNI University, obok czerwona teczka

    Wiedza w BNI

    Cały system edukacji BNI w jednej zakładce — od platformy BNI University po warsztaty, szkolenia i materiały wideo.

    Jak uczymy w BNI